piątek, 22 sierpnia 2014

Szukamy żelaza (1) - bananowe placuszki z płatkami owsianymi

.


Moja córka ma za mało żelaza we krwi :-(

Prawdopodobnie z powodu diety.
Jakiś czas temu prawie odmówiła jedzenia mięsa :-(

Dodatkowo ja mam kulinarne opory i znalazłyśmy się w kropce...
Co robić, co robić? Może blogowanie mnie/nas zmotywuje?
Rozpoczynam akcję "Szukamy żelaza" ;-)
Ktoś się włączy? Zapraszam :-)



Dla "królowej linków" ;-) pierwsze źródło informacji to - oczywiście - internet ;-)
Znalazłam listy produktów zawierających żelazo, ale porównując je wykryłam znaczące różnice.
I komu tu wierzyć? Dietetykowi lub lekarzowi, rzecz jasna ;-)

Gdzieś wyczytałam, że żelazo jest w płatkach owsianych,
potwierdzenie znalazłam tu: eko-idea.
Pod linkiem kryje się wywiad z dietetyczką, wychwalający płatki owsiane w ogóle
(nie tylko ze względu na obecność żelaza)!


No to do dzieła!

Lubimy owsiankę, owszem, chociaż wolimy gryczankę.
No dobra, będziemy jeść gryczanko-owsiankę ;-)
Do czego jeszcze można dodać płatki owsiane?

Przypomniałam* sobie już wypróbowane przez nas bananowe-placuszki i postanowiłam nieco zmodyfikować przepis.

Jak wcześniej:
obrałyśmy dwa banany,
umyłyśmy i rozbiłyśmy 4 jaja.
Roztrzepałyśmy widelcem jedno z drugim.
W tzw. międzyczasie namoczyłam miseczkę płatków owsianych błyskawicznych w przegotowanej ciepłej wodzie (ok. 10 minut),
a tak namoczone płatki dodałyśmy do bananowo-jajecznej masy.
Ale nie przywiązujcie zbyt wielkiej wagi do pojemności tej miseczki - następnym razem namoczę dużo więcej - bo w trakcie smażenia kilkakrotnie dosypałam płatki prosto z torebki ;-)

Smażyłam na oliwie z oliwek miniaturowe placuszki  na jeden kęs (na patelnię nakładane łyżeczką do herbaty).
Uwaga: szybko się przypalają!

Córka jadła te placuszki bez żadnych dodatków,
ja tym razem z jogurtem naturalnym i konfiturą wiśniową:


Mniam ;-)





* Siostro, chyba niechcący wysłałam Ci tę myśl ;-)





.

Kolejny Kot (z T-shirta ;-)

.


Kotów Ci u nas dostatek ;-)
Jeden mniej, jeden więcej - nie robi różnicy...

Jak to nie robi? Jasne, że robi!
Ten kot musiał "zaistnieć", inaczej być nie mogło...



A było to tak:

Znajoma, która zna naszą słabość do kotów,
podarowała kiedyś córce ciemnoszary T-shirt z wizerunkiem kociaka na przodzie.
Ale to było dawno, dawno temu...
Córka z bluzeczki wyrosła, ale rozstać się z nią nie chciała...

A ja mam nożyczki i maszynę do szycia :-)
Dalszy ciąg historii na zdjęciu ;-)

Widać nitki od wyprzytulania?




Kot ma na imię "T" (czytaj: Ti ;-)
Zgadnijcie, dlaczego ;-)



.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Młynek (rozbudowany) - gra planszowa

.


W poście o wakacyjnej edukacji zapowiedziałam, że napiszę o naszym graniu w planszówki.

Do tej pory królowały u nas gry-łamigłówki jednoosobowe
(takie jak antywirussafarikot-i-mysz, czy robaczkowe-sudoku).

Raczej mało było gier planszowych (jedna z nich tu: gra-rodzinki, druga tu: było-sobie-życie).

Zdarzyło się, że córka sama stworzyła grę planszową z-klockow-lego
lub pudełka i klocków PUS (napiszę kiedyś o tym),
ale w typowe planszówki w domu graliśmy mało...
Dlaczego?
Czyżby strach przed przegrywaniem? ;-)
A może brak własnych gier planszowych (drogie są, oj drogie)?
Pewnie jedno i drugie...

Ale ostatnio to się zmieniło!
I nie mam na myśli naszej mankali, chociaż niektórzy nazywają ją grą planszową (np. tu: mankala ;-)

W co gramy? Och, dużo tego ostatnio, całkiem dużo ;-)
Dzięki kolejnym okazjom córki (urodziny, imieniny, gwiazdka, Dzień Dziecka) wzbogaciliśmy* się o różne gry planszowe,
które kiedyś zaprezentuję w Bajdocji, bo warto ;-)
Ale nie dziś ;-p
Bo dziś znowu o grze-samoróbce z nakrętek ;-)
Bo my kochamy nakrętki ;-)
Tzn. nie nakrętki same w sobie, ale możliwości jakie dają ;-)



Nasza plansza do gry młynek powstała z pudełka po pizzy.
Pionki to - oczywiście - nakrętki ;-)
My gramy w młynek rozbudowany.

Wersja klasyczna - młynek podwójny (często nazywany po prostu młynkiem**) - ma planszę jak na zdjęciu poniżej:


Ta piękna czarno-pomarańczowa plansza znajduje się w książce 
Zdzisława Nowaka "Mu-torere, do-guti i inne. 50 gier na kolorowych planszach"

Grałyśmy na niej naszymi nakrętkami, ale podejrzewałam, że młynek rozbudowany daje więcej kombinacji,
więc namówiłam córkę na stworzenie własnej planszy.


O młynku rozbudowanym (i planszy do niego) pisze Lech Pijanowski w książce "Przewodnik gier" 
(stamtąd: prawe zdjęcie powyżej) i ona posłużyła nam jako wzór.



Młynek to bardzo stara i - mimo prostych zasad - niełatwa*** gra.
Zachęcam jednak do "spróbowania" ;-)

Nie będę Was tu zanudzać opisem reguł, bo te można znaleźć w necie, np. tu: kurnik.

A tu można zagrać online tu: giercownia, ale uważam, że nic nie zastąpi realnej planszy....





Gdyby producent / dystrybutr gier zechciał przekazać nam egzemplarz recenzencki jakiejś ciekawej gry,
to zapraszam do kontaktu: bubabajdocja@gmail.com :-)




* Dziękujemy prezentodawcom :-)

** Wiarygodne źródła podają, że 
młynek nie_podwójny jest inny, z inna planszą i mniejszą liczbą pionków ;-)

*** Polecam artykuł: Penszko "Młynkując"




.

środa, 20 sierpnia 2014

Łamigłówki z zapałkami (4)

.


Czwarta porcja łamigłówek z zapałkami przed Wami
(najpierw rozwiązała je moja córka) ;-)


Poprzednie części tu:

łamigłówki-z-zapałkami-1

łamigłówki-z-zapałkami-2

łamigłówki-z-zapałkami-3



W każdym działaniu trzeba tak przełożyć tylko jedną zapałkę,
aby otrzymać prawdziwe równości.



Łamigłówka 13.





Łamigłówka 14.





Łamigłówka 15.






i na deser* nieco inna Łamigłówka 16. (bez zdjęcia)

Z trzech zapałek (bez łamania) zrób cztery ;-)







* Deser tylko na dzisiaj, bo do końca łamigłówek dalekooooo ;-)




.

"Woda" - sprawozdanie z minilabu chemicznego w CN Kopernik

.


Centrum Nauki Kopernik to jedno z ulubionych miejsc mojej córki.
To taki naukowy plac zabaw ;-)


Od roku CN Kopernik prowadzi zajęcia zwane minilabami
(chemiczny, fizyczny, biologiczny i robotyczny).
Uczestnik musi mieć co najmniej 9 lat i świetnie się złożyło, bo moja córka we wrześniu 2013 roku skończyła 9 lat.
W ciągu roku szkolnego minilaby odbywają się tylko w weekendy, natomiast w ferie i wakacje codziennie prócz poniedziałków.
Moja córka była już na kilku takich zajęciach (ze swoim tatą).
Za każdym razem była podekscytowana do wieczora i z przejęciem opowiadała co, czym, czego i dlaczego ;-)

Postanowiłam to wykorzystać i połączyć jej chęć opowiedzenia mi wszystkich szczegółów
z nauką pisania sprawozdań i nauką obsługi komputera.
Efekt poniżej:
jej sprawozdanie z minilabu chemicznego o wodzie, w którym uczestniczyła w ostatnie ferie zimowe.


Najpierw wszystko napisała ręcznie, a potem przepisała na komputerze.
Zrobiłam korektę, którą uwzględniła ;-)
Przy opisie eksperymentów posłużyła się "Dziennikiem laboratoryjnym",
który dostała na zajęciach oraz własną pamięcią ;-)



Oddaję głos córce:



W sobotę byłam w Centrum Nauki „Kopernik” na Minilabie chemicznym.
Zrobiłam trzy doświadczenia, ale najpierw poznałam zasady zachowania w laboratorium chemicznym.

Zasady:
Przez cały czas nosimy: rękawiczki, fartuch, okulary.
W laboratorium nie jemy, ani nie pijemy.
Wszystkie doświadczenia robimy zgodnie z instrukcją.
Na stanowisku pracy zachowujemy czystość.


To już wszystkie zasady.
Czas na doświadczenia.


Doświadczenie I. Pływa - tonie

Oto rzeczy, które przygotowałam:
- alkohol skażony,
- olej spożywczy,
- kostka lodu leżąca na szkiełku,
- cylinder miarowy.

Wykonałam to doświadczenie tak:
Tata wlał do cylindra ok. 30 ml oleju, a następnie (po ściance cylindra) ok. 15 ml alkoholu.
Powstały dwie warstwy cieczy.
Potem ja delikatnie wrzuciłam kostkę lodu i obserwowałam.

Co się stało?
Lód zanurzył się w oleju, ale nie poszedł na dno. Górna część lodu dotykała alkoholu.
Po chwili lód się rozpuścił, a powstała woda poszła na dno.



Doświadczenie II. Co z tą wodą?

Oto rzeczy, które przygotowałam:
- woda destylowana,
- kamyki wrzenne,
- kruszony lód,
- kolba stożkowa z nakrętką,
- statyw,
- rękawice ochronne,
- termometr.

Wykonałam to doświadczenie następująco:
Wlałam do kolby ok. 150 ml wody, a potem wrzuciłam 4 kamyki wrzenne.
Następnie włączyłam kuchenkę, a tata postawił kolbę na kuchence.
Gdy woda w kolbie zaczęła wrzeć, wyłączyłam kuchenkę.
Tata zakręcił kolbę, odwrócił do góry dnem i włożył w statyw, a ja położyłam na kolbę kilka kostek lodu.
Obserwowałam.

Co się stało?
Po położeniu lodu na kolbie woda w kolbie zaczęła wrzeć.
Potem tata odkręcił kolbę i włożył do środka termometr.
Oczywiście termometr pokazał wysoką temperaturę, aż 83 stopni C.                                                   


Doświadczenie III. Rozkładamy wodę

Oto rzeczy, które przygotowałam:
- aparat Hoffmana,
- zasilacz z krokodylkami,
- probówka,
- zapalniczka,
- drewniane łuczywko,
- klamerka z rączką.

Wykonałam to doświadczenie tak:
Włączyłam aparat Hoffmana i obserwowałam.

Co się stało?
Woda, która była w rurkach aparatu zaczęła rozdzielać się na wodór i tlen.
Każdy gaz był w innej rurce.

Badanie gazu:
Po pewnym czasie wyłączyłam aparat Hoffmana. Złapałam klamerką probówkę.
Tata przystawił odwróconą probówkę do rurki, w której było więcej gazu.
Następnie odkręcił kurek, a po chwili go zakręcił.
Potem odsunął probówkę od rurki i podpalił gaz, który był w tej rurce.

Co się stało? 2
Po podpaleniu gaz wydał dźwięk podobny do szczeknięcia. Tym gazem był wodór.

Badanie gazu 2
Tata rozpalił łuczywko, potem je zdmuchnął, więc się żarzyło.
Przystawił łuczywko do drugiej rurki i odkręcił kurek.

Co się stało? 3
Łuczywko zaczęło się palić. A zatem w tej rurce był tlen.



.


wtorek, 19 sierpnia 2014

"Życie" - film przyrodniczy Davida Attenborougha

.


Ryby pływające albo latające znacie.
Ale czy wiedzieliście, że są także ryby skaczące, wspinające się, czołgające albo kopiące dołki?
I to na lądzie!
Ha, ja nie wiedziałam, ale już wiem (o rybach i innych niesamowitych zwierzętach),
bo razem z córką obejrzałam film przyrodniczy "Życie" Davida Attenborougha.



Film "Życie" składa się z 10 odcinków, nagranych na czterech płytach DVD.
Każdy odcinek trwa 50 minut i opowiada o jednym z poniższych tematów:
1. Trudy życia
2. Gady i płazy
3. Ssaki
4.Ryby
5. Ptaki
6.Owady
7. Łowcy i łowieni
8. Stwory z głębin
9. Rośliny
10. Naczelne

Niesamowite, piękne obrazy.
Zadziwiające fakty przyrodnicze.
Całość zapierająca dech!
I więcej nie gadam, bo to trzeba zobaczyć!

Bardzo, bardzo gorąco polecam wszystkim!



Post nie jest sponsorowany ;-)
Za pożyczenie płyt dziękuję naszej znajomej A. :-)




.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Łamigłówki z zapałkami (3)

.



Dziś (zapowiedziana tu:  2+2-z-fasolki) trzecia (i nie ostatnia) porcja łamigłówek z zapałkami.

Dwie pierwsze części znajdziecie pod linkami:

łamigłówki-z-zapałkami-1

łamigłówki-z-zapałkami-2



No to do dzieła ;-)

W każdym działaniu trzeba tak przełożyć tylko jedną zapałkę,
aby otrzymać prawdziwe równości.



Łamigłówka 9.





Łamigłówka 10.




Łamigłówka 11.





Łamigłówka 12.





Córka rozgryzła w mig, a Wy? ;-)



.

niedziela, 17 sierpnia 2014

2 + 2 z fasolki, czyli o wakacyjnej edukacji ;-)

.


Nauka jest wszędzie.
Wiedza jest wszędzie.
Wcale nie żartuję ;-)

Wiecie, jak-dziecko-edukowane-domowo-wymienia-żarówkę?
Jeśli nie wiecie, to poczytajcie pod linkiem ;-)

A wiecie jak moja córka (edukowana domowo) je parówki?
Jeśli nie wiecie, to zerknijcie pod linka ;-)

A jak moja córka je fasolkę szparagową możecie obejrzeć poniżej ;-)


Że co? Żeby nie bawić się jedzeniem? Jakie tam bawienie, przecież to nauka ;-p
Nauka na talerzu ;-)
Najbardziej znane dwójki: 2 + 2 ;-)
A wynik liczymy w pamięci ;-)


- Skąd jej się to wzięło? - zapyta ktoś.
- Z edukacji wakacyjnej - odpowiem ;-)
- Jak to? Nauka w wakacje?
- Ano, tak, zawsze i wszędzie ;-)

Ta konkretna fasolkowa układanka to echo łamigłówek z zapałkami.
Kilka opisałam tu: kliki-1 i tu: klik-2.
Było ich u nas więcej (np. takie i takie, o kolejnych napiszę wkrótce) i pewnie dlatego córka wszędzie widzi liczby ;-)


Co konkretnie robiłyśmy w wakacje?
O łamigłówkach (zapłaczanych i innych) już wiecie.
O grach planszowych napiszę wkrótce.
Ale najważniejsze: córka szaleje na rowerze!
Jeździć nauczyła się niedawno, dzięki czerwcowemu warsztatowi sportowemu.
Ma też już większy rower - przyspieszony prezent urodzinowy (wedle jej życzenia).

- E tam - powiecie - to przecież nie nauka.
- Nie nauka? To wychowanie fizyczne! - odpowiem ;-)
No dobra, podkreślam tę jazdę na rowerze, żeby pochwalić córkę
oraz żeby pokazać, że dzieci edukowane domowo wcale nie siedzą dniami i nocami przy biurku nad książkami ;-)

Chociaż nad książkami córka też siedzi (ale nie przy biurku) ;-p
Ostatnio przecież uczymy się historii Polski.
Czytamy książki, robimy mapy myśli (o czym tez napiszę niebawem ;-)
Zamierzamy oglądać filmy historyczne,
ale z przyczyn technicznych teraz raczej oglądamy filmy przyrodnicze (np. "Życie");-)

Poza tym córka liznęła trochę szachów, języka chińskiego, inżynierii i eksperymentowała
(dzięki pobytowi na dwóch półkoloniach).
No i oczywiście malowała, rysowała, rzeźbiła w glinie itp. na obozie artystycznym z panią M.K.
Jak widzicie, nie trzymamy córki w odosobnieniu ;-)
Ma kontakty społeczne z innymi ludźmi, a nawet dziećmi ;-)

I nie tylko na zorganizowanych zajęciach, i nie tylko w grupie.
Ale o tym może innym razem...



.

Zupa marchewkowo-cebulowa (ostra)

.


Pisałam już o tym, że nie lubię gotować (o, tu: warsztat-kulinarny).

A czy pisałam, że przed ciążą lubiłam eksperymentować w kuchni? ;-)
I nie chodzi tu o chemiczne doświadczenia z udziałem kuchennych artykułów ;-P
Lubiłam połączyć to z tamtym, a tamto z tym (najczęściej to, co akurat miałam pod ręką),
pomieszać, dodać tego i owego, po czym zaproponować efekt mężowi ;-)
Na szczęście mąż (nawet gdy mężem jeszcze nie był) zjadał wszystko i chwalił ;-)
A moje sałatki chwalił nie tylko on ;-)

Co stało się potem i skąd moja awersja do gotowania?
Prawdę mówiąc nie wiem....
Jedną z przyczyn jest... uważne czytanie etykiet w ciąży i po urodzeniu córki.
Glutaminian sodu to wróg! Barwników tez nie lubimy. I nie tylko...

A córka we wczesnym dzieciństwie miała różne pokarmowe uczulenia :-(
Ja na dość długi czas musiałam odstawić wszelkie przetwory mleczne (nawet masło i żółty ser)
oraz uważać na cukier (nie tylko ten biały).
No i co tu jeść?

Drugą przyczyną było zamiana eksperymentowania (i niespodzianki) na codzienny obowiązek.
No i dorobiłam się niechęci do kucharzenia :-(

Ale czasem ....

Dobra, nie gadam dłużej obok tematu, tylko przejdę w końcu do rzeczy,
a raczej do zupy ;-)


Mój ostatni kulinarny eksperyment to ostra zupa marchewkowo-cebulowa.

Zupę cebulową lubimy (donosiłam o tym tu: cebulowa-francuska), 
ale gotowanej marchewki moja córka nie znosi.
A mnie tymczasem z obiadu zostały 3 surowe marchewki i trochę włoszczyzny.
Raz kozie śmieć: pierwszy raz w życiu ugotowałam wywar warzywny, 
którego głównymi składnikami były marchewka i nać pietruszki (sic!).
Pietruszkowej natki córka też nie znosi ;-p

Wieczorem wyjęłam z wywaru warzywa (marchew, pietruszkę, nać pietruszki, kawałek selera).
(Wyrzuciłam wszystko, oprócz marchewki.)

Następnego dnia:
gotowaną marchewkę rozgniotłam widelcem,
jedną cebulę pokroiłam bardzo drobniutko i podsmażyłam na oliwie.
Marchewkę i cebulę wrzuciłam do wywaru i wszystko zmiksowałam. 
Dodałam sól, dużo pieprzu i kurkumę*.
Zagotowałam i podałam z groszkiem ptysiowym ;-)

Córka prosiła o dokładkę :-)
Czyli i marchewka, i natka jest akceptowalna w towarzystwie cebuli ;-)





* Ostatnio dosypuję kurkumę prawie do wszystkiego, co doprawiam pieprzem.




.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Znacie PUSy?

.


Znacie PUSy?

Niektórzy zapytają: a co to są PUSy?
Zerknijcie na pierwsze litery trzech poniższych słów:
POMYŚL
UŁÓŻ
SPRAWDŹ

PUSy to pomoc edukacyjna - pudełko z numerowanymi klockami (my mamy dwa: małe i duże)
oraz mnóstwo książeczek z ćwiczeniami (my mamy ortograficzne, matematyczne i dla maluchów).

Polecam je!
Uważam, że warto je poznać i stosować :-)
Zawierają dużo ćwiczeń. Dziecko może rozwiązywać zadania samo, a ponadto samo je sobie sprawdzać!
Przy okazji dotyku i ruchu PUSy uruchamiają dodatkowe obszary mózgu, które wzmacniają proces uczenia się.




Obecnie mamy trzy ortograficzne zeszyciki
(pod nimi na pierwszym zdjęciu małe pudełko z klockami PUS,
na dwóch kolejnych zdjęciach przykładowe ćwiczenia ortograficzne).



Jedną ortograficzną książeczkę otrzymałyśmy od wydawnictwa Epideixis 
na spotkaniu blogerek z projektu "Dziecka na Warsztat".
Dziękujemy :-)




Jak się posługiwać PUSami przeczytacie na wstępie każdej książeczki.
W instrukcji tej pudełko z klockami nazywane jest "zestawem kontrolnym" ;-)
Na poniższych zdjęciach
małe pudełko i duże:

Na początku "obsługiwanie" klocków może się wydać bardzo skomplikowane, 
ale zapewniam, że takie nie jest! :-)



Po rozwiązaniu danego ćwiczenia (odpowiednim ułożeniu klocków)
dziecko zamyka pudełko, odwraca i otwiera "z drugiej strony".
Otrzymuje kolorowy wzór.
Wzór klockowy zgodny ze wzorem wydrukowanym na stronie ćwiczenia oznacza poprawne rozwiązanie :-)







Mamy też dwie książeczki matematyczne 
(do dużego pudełka PUSów) 

Trochę za dużo tych przykładów...
Czy to nie zniechęci mojej córki?
Zamierzamy trenować ułamki z PUSami ;-)




A to ćwiczenia dla najmłodszych (przedszkolaków i zerówkowiczów).


Kuzynko, chcesz dla córeczki? ;-)



Aktualna oferta wydawnictwa Epideixis trochę się różni od naszych PUSów.
Wiemy, że współczesne pudełka nie otwierają się same (brawa!) ;-)
Resztę sprawdźcie sami - zachęcam :-)



Aha, moja kreatywna córka używała tych klocków jeszcze na inne sposoby,
o czym może jeszcze kiedyś napiszę.... ;-)




.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...